Szczęście mnie roznosi już aż od 9 miesięcy! ale z drugiej strony jak sobie pomyślę o najbliższych 9 to płakusiać mi się chce. Kurwa. Matma mnie dobija, matura mnie dobija. Bo wszyscy robią wokół tego taką szopkę, że zwariować można. Bardziej boję się, że mnie nie dopuszczą, niż że coś zwalę. I jeszcze ten rysunek. No bo w sumie chce mi się strasznie rysować, ale nie mogę się zmobilizować. To takie niesprawiedliwe (;.;)
-wiesz że mi na tobie zależy?
-taaaaaak?
-no, pamiętasz ostatni odcinek house'a? też mógłbym wypić twój mocz, żeby ci ocalić życie.
noo, czy jak to tak było, w skrócie. w sumie minęła godzina, więc mogłam zapomnieć, ale idea pozostaje. najsłodszy tekst, jaki usłyszałam w życiu. serio, nikt jeszcze nie chciał pić mojego moczu.. dziwne :o
chociaż w sumie może było kilka takich osób, tylko wstydzili się przyznać.. c'nie?
ogólnie kocham blogi, wafle ryżowe i krem bambino. <3
- Dziewczynko, dlaczego płaczesz?
- Bo kocham...
- W takim razie powinnaś się cieszyć.
- Ale ja żle kocham.
- Nie da się kochać żle, dlaczego tak myślisz?
- Bo chłopak, którego kocham jest zły, więc i miłość jest zła.
- Dlaczego mówisz, że on jest zły?
- Bo żle robi.
- W takim razie nie powinnaś go kochać.
- Ale jednak go kocham, bardzo mocno.
- Ale za co?
- Za jego uśmiech, za poczucie humoru, za zrozumienie, za to że jest do mnie podobny i za to że kiedyś mnie kochał.
- A już cię nie kocha? a
- Nie.
- Ale ty nadal go kochasz?
- Tak.
- Dlaczego?
- Bo było mi z nim bardzo dobrze.
- A chciałabyś z nim znowu być?
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo mu już nie ufam.
- Ale nie ma miłości bez zaufania.
- Za to też go kocham.
- Dlaczego?
- Bo skoro mu nie ufam, to się na nim nie zawiodę.
- Dziwna jesteś.
- Nie dziwna, tylko zakochana...
I'm just a little bit caught in the middle
Life is a maze and love is a riddle
I don't know where to go I can't do it alone I've tried
And I don't know why
Slow it down
Make it stop
Or else my heart is going to pop
'Cause it's too much
Yeah, it's a lot
To be something I'm not
I'm a fool
Out of love
'Cause I just can't get enough
I'm just a little bit caught in the middle
Life is a maze and love is a riddle
I don't know where to go I can't do it alone I've tried
And I don't know why
I'm just a little girl lost in the moment
I'm so scared but I don't show it
I can't figure it out
It's bringing me down I know
I've got to let it go
And just enjoy the show
The sun is hot
In the sky
Just like a giant spotlight
The people follow the sign
And synchronize in time
It's a joke
Nobody knows
They've got a ticket to that show
Yeah
I've got to let it go
And just enjoy the show
Just enjoy the show
dum de dum
dudum de dum
Just enjoy the show
No to zaczynam zabawę od nowa. Będzie ciekawie. I to bardzo!
Uhuu ^^
Zdesperowana, samotna, porzucona, smutna, wielce nieszczęśliwa Gosia
pisze zajebiście optymistyczną notkę o miłości. Nie ma to jak wielki
come back po tylu miesiącach.
I to wszystko przez te pojebane walentynki. Rozważałam różne opcje
spędzenia tego jakże romantycznego dnia, chyba już jestem na tyle
zdesperowana, żeby wyjść sobie gdzieś na samotny spacer, albo sama do
kina, ale doszłam do wniosku że widok obślinionych par byłby jeszcze
gorszy. Więc pozostaje mi płakanie w kącie ^^
W sumie chyba pierwszy raz się tak tym przejmuję. Kiedyś to był dzień
jak co dzień i miałam wszystko w dupie, ale teraz... Kutwa, to wszystko
jest tak bliskie, a zarazem dalekie. Już sama nie wiem o co mi chodzi.
To chyba trochę żałosne.
Udaję, że wszystko jest ok, ale jednak czegoś mi brakuje. Czekam sobie
w wysokiej wieży na księcia na białym rumaku, ale on się nie zjawia
(rany, jaki oklepany tekst. Jakbym była jakąś pieprzoną królewną.).
Zwykle jak już się coś działo, to uciekałam. A było (mimo wszystko^^)
kilka takich sytuacji. Ja chyba po prostu nie jestem stworzona do
takich rzeczy. Trochę szkoda.
21:21. Jaka piękna godzina.
Rany, chyba mi się nudzi. To dziwne, bo w sumie mam dużo do zrobienia. Ale nie mam siły się ruszyć. Jak mi przykro.
Ale żeby nie było, że tak zamulam. Bo tak ogólnie to aż tak złego
nastroju nie mam ^^ Dziś zaspokoiłam swoje nałogi. Więc nie powinnam
gryźć i warczeć przez... tydzień, powiedzmy. Potem się zobaczy,
Cała notka to jeden wielki żart. Dziękuję, bardzo dziękuję.
Nie wiem, jak mogłam zapomnieć o moim najukochańszym, najcudowniejszym i jedynym blogu. Wybaczysz mi skarbie?
Tak mi się zebrało na wspomnienia. Bo w sumie to kiedyś fajnie było.. Bardzo fajnie. Ile bym dała za to, żeby wrócić.
Żeby przesiedzieć lekcję fizyki rozumiejąc cokolwiek. Żeby przespać biologię i chemię. Pobać się trochę na geografii. Porysować sobie na polskim. Pospać na matmie. Poniećwiczyć na wf'ie. Podyskutować na infie. Spojrzeć w piękne oczy Nieczułego Wojtka. Tak po francusku.
Kutwa. Tak za tym tęsknie. Nie twierdzę, że teraz jest gorzej. Ale inaczej.
Nie lubię czasu. Czas jest zły. Bo ucieka.
I jeszcze nie lubię... Tego że jest już po północy, a dopiero była 20...
ENFp są zwykle albo wysocy i zwykle cisi pomimo tego, że są ekstrawertykami albo niscy i korpulentni. Ci drudzy są bardziej ruchliwi i energiczni a ich sposób poruszania się jest szybki i nierówny. Często chodzą ze stopami rozstawionymi na zewnątrz. Szczupli ENFp często mają szelmowski błysk w oku. Czasami, gdy nie przejawiają żadnej aktywności, mają nieco zdziwiony wyraz twarzy.
Zwykle mają proste proporcjonalne nosy. (To, że u mnie tak nie jest to wina upadku ze schodów w młodym wieku xD)
Korpulentni ENFp mają pyzate twarze i często miły uśmiech. Kształt ich twarzy jest zaokrąglony i pozbawiony ostrych rysów. Wydają się być zawsze w dobrym humorze. Lubią się bawić, śmiać i żartować. Mogą też mieć błyszczące oczy co świetnie współgra z ich ogólnie figlarnym usposobieniem.
ENFp przywiązują wielką wagê do swojego wyglądu.
Wybór ubioru i dodatków dokonywany przez nich jest bardzo charakterystyczny, zwłaszcza u kobiet. Często zaniedbują niektóre części swojego stroju, co sprawia, ¿e ich styl ubierania się jest romantyczny i pełen swobody.
Wszyscy ENFp noszą się w sposób nieco teatralny.
Mężczyźni, z ich czarujacym i uprzejmym sposobem bycia i umiejętnością prawienia komplementów odnoszą duże sukcesy u płci przeciwnej. Ze względu na swoje figlarne usposobienie, kobiety mogą nieświadomie przesadzać, co zwykle spotyka się z dużym odzewem ze strony mężczyzn. Jeśli zauważą, że mężczyźni biorą zbyt poważnie ich zachowanie mogą starać się zahamować ich zapędy. Jeśli to nie skutkuje, mogą przejść do rękoczynów.
Zwykle ENFp są bardzo uczuciowe i spontaniczne w kontaktach z innymi. Wiedzą jak odnaleźć specyficzny sposób postępowania niemal z każdym człowiekiem. Lubią mówić i są utalentowanymi rozmówcami. Często pomagają innym wyplatać się z trudnych sytuacji. Ich rady są zwykle oparte na etycznych podstawach.
ENFp są często optymistami i posiadają umiejętność zarażania innych swoim optymizmem. Nie zwracają uwagi na szczegóły. Ze względu na to są często uznawani za powierzchownych i płytkich. Ta cecha pozwala im na łykanie informacji bez ich przeżuwania. Po zebraniu śmietanki z powierzchni interesującego zagadnienia, mogą się znudzić i zacząć szukać czegoś innego. Często zmieniają przedmiot zainteresowania.
Gdziekolwiek się nie pojawią potrafią stworzyć krąg przyjaciół i znajomych i być w centrum zainteresowania. Szanują i zachowują opinie grupy i biorą aktywny udział w ich promowaniu i obronie. Szybko mobilizują się w krytycznych sytuacjach. Potrafią przejąć kontrolę nad sytuacją nawet w kompletnym chaosie i ogólnej panice, jeśli tylko nie ma nikogo innego, kto by to zrobił. Jednakże na co dzień są zwykle niezorganizowani i nie dają sobie rady z rutynowymi obowiązkami.
Nie są również zbyt biegli w papierkowej robocie.
ENFp są bardzo towarzyscy i mają skłonność do prowadzenia beztroskiego życia. Uzależniają się od swoich pragnień. Nie mają nic przeciwko wydawaniu dużych sum pieniędzy by spełnić swoje zachcianki. Szukają przygód, improwizują i lubią nieplanowane działania.
Plusy
Twoją największą zaletą jest doskonale rozwinięta intuicja. Pozwala na bezbłędne określenie ukrytych talentów w innych, które możesz precyzyjnie wskazać i komplementować. Próbujesz równie¿ pomóc ludziom zrozumieæ ich problemy osobiste, często próbujesz pomóc ludziom znaleźć w sobie pozytywne cechy. Twoje pierwsze wrażenie o ludziach jest często właściwe. Potrafisz utrzymywaæ ciepłe, pełne zaufania relacje z ludźmi. Twoje uczucia w stosunku do innych, zarówno pozytywne jak i negatywne są bardzo silne. Jesteś doskonałym dyplomatą. Próbujesz pomagać innym używając swoich zdolności dyplomatycznych aby znaleźć rozwiązanie dla wielu często bardzo trudnych sytuacji życiowych. Pomagasz ludziom unikać upokorzenia i podejmowania pochopnych decyzji, których mogą później żałować.
Minusy
Twoja wola nie jest tak silna, jak powinna być. Nie potrafisz się zmusić do wykonywania rutynowych i żmudnych prac oraz do panowania nad sobą w pewnych okolicznościach. Niespodziewanie możesz się stać agresywny, bądź otrącić innych bez istotnego powodu. Trudno ci się skupić na szczegółach. Nie jest tez łatwo odróżnić rzeczy ważne od mniej istotnych. Nie myślisz zbyt wiele o uszeregowaniu zadań do wykonania. Z tego względu często toniesz w niekończącej się robocie. Jest Ci również trudno zaplanować zadania tak by osiągnąć cel w wyznaczonym okresie, co powoduje, ze jesteś fizycznie i psychicznie zmęczony i niezadowolony z życia.
Miuahahaha.... Jakby ktoś mnie żywcem opisał ^^ Czasem warto poświęcić chwilę i rozwiązać teścik, który prawdę ci powie xD
kotoba no nai sekai de bokura wa ai wo kataru itsuka kimi ni todoku made
kizu darake no kainade daki yoseta kuchibiru no
haritsumeta negai tokashitakute
nee aishiatta kako no utsukushisa sutesareba
ashita motto kirei na yaoru e yukeru kara
In a world with no words, I profess my love Until it will reach you, someday
The intense wish that fell from those lips That I held close with wounded arms
I wanted to unravel it for you
Because if I throw away the beauty Of our love that existed in the past
I can go towards a more beautiful night tomorrow
tsuki no KAASU
tsumetai yume no naka kara kimi wo tooku tsuresaritakute
dokomade yukeru ai wo shinjite ii basho made
Moon's curse
From this icy dream I wanted to take you far away
How far can I go Until I reach a place where I can believe in love
itami wo mada shiranai kodomo dake no yarikata de
kimi wa kimi wo tozashiteru
mimimoto de sasayaita hajimete no ai no kotoba massugu na hitomi madowasetai
nee kimi wo dakishimete atatamerareru naraba
donna batsu mo tsumi mo ima wa kowakunai
By ways only a child who knows no pain can do
You close yourself off to the world
Your first words of love that you whispered at my ear eyes that hide nothing I want to deceive them
If I could hold you and know that I can keep you warm
I am not afraid of any punishment or sin
tsuki no KAASU
tsumetai yume kara samete kimi to tadayoi tsunagiatte
dokomade yukou ai no shijima wo te ni suru made
Moon's curse
We awake from the icy dream And I float aimlessly, connected to you
How far shall we go Until we gain the silence of love
nee aishiatta kako no utsukushisa sutesareba
ashita motto kirei na yoru e yukeru kara
Because If I throw away the beauty of our love that existed in the past
I can go towards a more beautiful night tomorrow
tsuki no KAASU
tsumetai yume no naka kara kimi wo tooku tsuresaritakute
dokomade yukeru ai wo shinjite ii basho made
Moon's curse
From this icy dream I wanted to take you far away
How far can we go Until we reach a place where we can believe in love
dokomade yukeru ai wo shinjite ii basho made
yoru no mukou futari dake de
How far can we go Until we reach a place where we can believe in love
Beyond the night, just the two of us
Kocham to. Po prostu... Śliczne. I tekst, i piosenka. Wszystko głęboko i z przesłaniem. Wreszcie coś niedosłownego i wyjątkowego.
Cośkolwiek. O czymkolwiek. Hm, jakoś tak mi się odechciało wszystkiego. Nie mam ochoty na nic. I gdyby nie to, że mam do zrobienia prezentację z fizyki (muahahah), jakimś dziwnym trafem weszłam na gadu... Gdzie Olaka zaczęła mnie napastować, to ta notka by nie powstała. Jaka szkoda.
Już nawet nie mam o czym pisać. Nie mam po co prowadzić tego bloga. Bo o czym pisać? O tym, że chciałabym być księżniczką z... baroku? Nie wiem, jakoś i tak mi bardziej pasuje średniowiecze, miały mniej rozkloszowane sukienki. Albo, że fascynuje mnie Japonia i nie odmówiłabym zostania gejszą? Hmm, niektóre elementy jej egzystencji mogą wydawać się... niemoralne. Więc powiedzmy, że byłabym bardzo moralną gejszą. Ale naprawdę chciałabym. Uwielbiam marzyć. Gdyby nie marzenia, już dawno snułabym się gdzieś po kątach (teraz jest inaczej, co?).
Chłopak- niezwykle złożony i niezrozumiały mechanizm. Chociaż oni dokładnie to samo mówią o nas, to z tego co zauważyłam, są gorzej pojebani od niejednej dziewczyny. Ich zjebanie polega na skomplikowanym systemie postrzegania świata i istot w nim żyjących, jako banana bez skórki. Tu mam na myśli stereotyp. W sensie, że jak już wszystko widać, to nie chce im się poznawać dalej. Jak już coś powiedzą, to zwykle wychodzi na to, że powiedział to ich brat bliźniak, o którym nikt nie miał wcześniej pojęcia. Zachowują się jak Zone-Alarm. Albo są cholernie niezdecydowani, albo wszystko blokują, nawet gdy nie jest to żaden spyware, albo się wieszają i udają, że nie wiedzą o co chodzi. To jest męczące. Dlatego Olaka często wyłącza swojego Zone-Alarma. Żeby nie tracić zarówno zdrowia psychicznego jak i fizycznego, które i tak jest mocno nadwyrężone. Tyle, że jak takiego Zone-Alarma nie ma, to wszystkie pornosy wyskakują jak grzyby na deszczu. Szkoda, że ja swojego nie umiem wyłączyć. Za bardzo się przywiązałam. To straszne.
Mam nadzieję, że ten ktoś przeczyta tę notkę. Mam nadzieję, że się domyśli (hm, tylko po czym?). Mam nadzieje, że mi to powie. A jeśli nie? Nie wiem. Pomyślę o tym jutro.
Czuang-tsy śnił o tym, że jest motylem. Latał z kwiatka na kwiatek, był lekki, wolny i szczęśliwy. Obudził się. Czy to Czuang-tsy śnił, że był motylem, czy to motyl śni, że jest Czuang-tsy?
Cóż, chyba napiszę coś od siebie. Bo tyyyyyyyle się dzieje ^^ W sobotę byłam na targach w sali expo (szpan!). Nadal nie wiem gdzie chcę iść. W środę pojadę z Martuchą na dzień otwarty do Reja. I zaczyna się zapierdalańsko. Bo już tylko półtora miesiąca do egzaminu. Przecież i tak się nie będę teraz uczyć. Ale żyję z tą durną świadomością, że będzie trzeba zacząć. I w przyszłym roku też. Coraz mniej mi się to podoba. A i jeszcze dango to kluski z ryżu. Potrzebuję świeżego powietrza. Jutro się gdzieś wyrwę. Jutro.
Czy jestem złym człowiekiem?
Myślę, że nie do końca.
Czy kogoś zabiłam?
Mimo, ze parę razy miałam na to ochotę, to nie.
Czy zrobiłam komuś krzywdę?
Myślę, że przykrość tak, ale nie krzywdę.
Czy jestem tragicznie brzydka?
Jeszcze nie zamieniam ludzi w kamień, więc...
Czy może jest coś ze mną nie tak?
Wiele rzeczy mi się w sobie niepodoba, ale... nie sądzę by były nienormalne.
Więc czemu do cholery przytrafiają mi się takie rzeczy?
Bo nie umiesz walczyć, głupia.
Czemu tak źle trafiam?
Bo to, co nieosiągalne jest najcudowniejsze.
Czemu, gdy mam na coś szansę, zwykle ją zaprzepaszczam?
Bo myślę, że tak jak jest, jest dobrze i nie chcę tego zmieniać.
Czemu żałuję połowy rzeczy które zrobiłam?
Hm, może nie połowy. Ale jednego przeklętego wydarzenia, bez którego nie popadałabym w to bagno,tak.
A tak poza tym, humor mam zajebisty, naprawdę. I am fine. I do tego zapomnieli mi wyłączyć neta... jaka szkoda.
Ach, no i koniec zimy. Przynajmniej z tego co widzę. Gosia przebudziła się ze snu zimowego i wyszła z norki. Najprzyjemniejszy dzień w roku, od tak dawna oczekiwany. Po raz pierwszy w tym roku byłam na rolkach.
I było świetnie. Było po prostu świetnie. Odkryłam tyle nowych światów- przedświat, przyświat, nadświat, podświat, lewoświat, prawoświat, teraświat...
Czyli spędziłam godzinę na rozmawianiu o wszystkim i o niczym, rozważaniu wszelkich absurdów razem z Olaką. Rany, ale mi tego brakowało.
Tak się zastanawiam, jak długo może trwać taki stan euforii? Bo jestem tak szczęśliwa i zadowolona z życia, że aż się boję myśleć co będzie dalej.
Hmm, minął miesiąc, a moja wielka miłość do mangi nie minęła. Może wreszcie znalazłam sobie jakieś hobby. Bo wszystkie próby podejmowania się czegokolwiek zwykle kończyły się na zapale. Który się szybko wypalał, nawiasem mówiąc.
Może i nie rysuję ładnie (^^) ale z każdym rysunkiem jest coraz lepiej, i te nowsze są dużo dużo lepsze od pierwszego. Czy można go w ogóle rysunkiem nazwać?
Może jak wreszcie zaczną mi się podobać, to je opublikuję. A co tam. To i tak nie nadejdzie szybko.
Dopisek autorki (bo kogóż by innego.) następnego dnia, o tym co działo się po kilku chwilach od publikacji notki.
Zabawne, jak łatwo popaść ze skrajności w skrajność. Zaczęło się od kilku gorzkich łez smutku, doszło do rozpaczy (wiem, że ta sytuacja nie dotyczy mnie, ale to przeżywam razem z przyjaciółką. Przyjaciółką.) a zakończyło histerią. A co mnie doprowadziło do skrajnej histerii? Szynszyla. Wiem, że jestem głupia, ale... Bo Polly... Wszyscy myśleli, że jest dziewczynką. A teraz, kiedy urosła, to... to... to... Boże. Okazało się, że jest chłopcem. A że w danej chwili byłam jednym 'podminowana', to naprawdę to przeżyłam. Już nie patrzę na NIĄ jak na słodziasiego bobaska tylko patrzę na NIEGO jak na niewyżytego zwierza. Kurde, czy on myśli że moja ręka jest szynszylą?! Przepraszam, ale jestem w szoku.
- Powiedz mi jak mnie kochasz.
- Powiem.
- Więc?
- Kocham cie w słońcu. I przy blasku świec.
Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie.
W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.
I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
I gdy jajko roztłukujesz ładnie -
nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku.
I na końcu ulicy. I na początku.
I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz.
W niebezpieczeństwie. I na karuzeli.
W morzu. W górach. W kaloszach. I boso.
Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą.
I wiosną, kiedy jaskółka przylata.
- A latem jak mnie kochasz?
- Jak treść lata.
- A jesienią, gdy chmurki i humorki?
- Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki.
- A gdy zima posrebrzy ramy okien?
- Zimą kocham cię jak wesoły ogień.
Blisko przy twoim sercu. Koło niego.
A za oknami śnieg. Wrony na śniegu.
***
Czyli moje przemyślenia a propos święta zakochanych, czy jak kto woli "walentynek". Po pierwsze, jak już ktoś słusznie zauważył naprawdę zakochani swoje święto mają przez cały rok, a nie tylko jeden dzień. Ale do rzeczy.
Nie lubię tego dnia. Być może dlatego, że spędzę go sama, ale... Nie sądzę, żeby to był powód. Co prawda żygać mi się chce jak patrzę na tych żyjących w swoistej symbiozie, zadurzonych po uszy ludzi... To akurat może dlatego, że im trochę zazdroszczę szczęścia, że im się udało. Bo znaleźli siebie, oboje nawzajem. Niewielu osobom się to udaje, mimo że pary są wszędzie.
Zwykle ludzie (tak, jesteśmy ludźmi.) w moim wieku przeżywają wszelkiego typu nieszczęśliwe miłości, a więc nie będę się wyróżniać z tłumu. Choć to w sumie nie zależy ode mnie. Może coś sobie wmawiam? Ciągle zadaje sobie to pytanie, choć mimo wszystko staram się o tym nie myśleć. Po prostu sobie egzystuje w spokoju zewnętrznym (o wewnętrznym trudno cokolwiek powiedzieć.), słuchając bardziej rozumu niż serca. Co nie znaczy, że tego nie przeżywam. Bo przeżywam bardzo. Jak wszystko z resztą. Czy tylko mi się wydaje że życie boli? Chyba się zakochałam. Rany, zaczyna się...
Na razie skończę moje głęboko skrywane wywody, które bezsensownie uzewnętrzniam na blogu, ale jakoś mi teraz lżej. Chociaż w sumie to nawet nie chciałabym mieć chłopaka. Takie marzenia miałam w wieku 11 lat... Teraz patrzę na to wszystko z deka inaczej. A może tylko mi się tak wydaje. Nie wiem jak długo jeszcze będę potrafiła udawać silną.
Tak, znowu zmieniłam bloga... Było ich wiele ^^ Pamiętam jeszcze te słitaśne blogi na onecie... To były czasy. Potem strony o witchu, potem o jakichś jeszcze głupotach. Nigdy mi się nie nudziło.
Wracając do tematu: dlaczego nowy blog? A no dlatego, że adres zaczął wydawać mi się głupi. "naughty-me" było trochę... Ekhem, dziwne. Ale w tamtej chwili nie mogłam nic lepszego wymyślić.
Blog jak widać przepełniony jest piosenkami z filmu 'Across The Universe'- czyli coverami Beatlesów. Rany, kocham teksty ich piosenek, są takie... głębokie.
Tak samo jak na te piosenki mam ostatnio fazę na wszelkie anime, oglądam je nałogowo. A na głównym obrazku umieściłam Kuzuki z Clannad, sama nie wiem czemu, lubię ją mimo wszystko. A jeśli chodzi o tą parę, to wydaje mi się że to Haruha i Tamaki z Ouran High School Host Club, ale głowy nie dam. W każdym razie całość coś symbolizuje. Cały ten blog coś symbolizuje. Ale nie będę ujawniać co, to zbyt osobiste. Ach...